Piast Lutynia to tegoroczny beniaminek wrocławskiej okręgówki fot.: DolStadion - stadiony i boiska Dolnego Śląska
W rozmowie z Janem Wanem, prezesem Piasta Lutynia, beniaminka wrocławskiej okręgówki o funkcjonowaniu klubu czy nadziejach na nadchodzący sezon.
Grzechem byłoby nie zacząć od pogratulowania historycznego sukcesu. Po latach gry na niższych szczeblach upragniony awans do klasy okręgowej. Do ostatniej kolejki biliście się o końcowy sukces z Piastem Żerniki. Co było głównym czynnikiem, dzięki któremu osiągnęliście finalnie pierwszą lokatę?
Jan Wan: Dziękujemy. Nie ma jednego konkretnego, głównego czynnika, który decyduje o końcowym wyniku. Tworzenie klubu sportowego to proces, na który składa się wiele aspektów. Należą do nich:czynnik organizacyjny, sportowy, medialny, infrastruktura, finansowy czy program rozwoju dla sponsorów i partnerów.
Te wszystkie składowe muszą rozwijać się jednocześnie. Jeśli następuje progres, oznacza to, że podążamy w odpowiednim kierunku. Działania sztabu szkoleniowego oraz zarządu klubu, które są widoczne, powodują, że zawodnicy czują się bezpiecznie i wyjątkowo. Tym samym odwdzięczają się staraniami na treningach i podczas meczów. Ten stan zauważalny jest od 2,5 roku.
Największe plusy i minusy minionego sezonu?
Jan Wan: Znamy swoje słabsze strony i nieustannie staramy się je redukować. Nie jesteśmy zamknięci na komentarze i krytykę. Każdą z nich dokładnie analizujemy.
Jeśli zaś chodzi o plusy to wychodzimy z założenia ,,niech wyniki rozwoju mówią za nas”. Nasze działania reprezentują nie tylko nas, miejscowość, Gminę Miękinia, ale również sukcesywnie powiększającą się grupę Sponsorów i Partnerów.
Powstające sekcje sportowe to nasza duma i kierunek, który sobie założyliśmy. Dochodzą nas ciekawe informacje, że jesteśmy jedynym klubem w Polsce, który w ciągu 2,5 roku zorganizował największą liczbę festynów piłkarskich. Imprezy stały się integralną częścią łącząca Piast Lutynia i lokalną społeczność. Spora część współpracujących z nami firm z branży gastronomicznej lub rozrywkowej ma wpisaną Lutynię w co dwutygodniową rozpiskę. W tym roku podjęliśmy współpracę z Kołem Gospodyń Wiejskich "Lutynianki" i to był strzał w dziesiątkę.
Na naszym fanpage'u regularnie odbywają się konkursy, w których można wygrać atrakcyjne nagrody. Zyskały one ogromny rozgłos i aprobatę wśród mieszkańców.
Jan Wan, prezes Piasta Lutynia. Fot. Piast Lutynia / Echo Średzkie
Poziom okręgówki to dla Was podróż w nieznane. Wiele klubów, z którymi jeszcze nie rywalizowaliście, dalsze wyjazdy, ale i nowe możliwości. Czy stawiacie sobie jakieś konkretne cele? Jaki scenariusz po 30. kolejce będzie dla Was zadowalający?
Jan Wan: Jako dla miejscowości jest to rzeczywiście pierwsza historyczna podróż na to piętro rozgrywkowe. Jeśli chodzi o zawodników, to o ich poziom sportowy jestem spokojny. Wielu z nich grało na wyższym poziomie, chociażby futsalowym. Wszyscy zawodnicy ogromnie cieszą się, że będą mogli rywalizować z tak dużymi miastami jak Trzebnica, Wołów czy Jelcz Laskowice!
Stawiamy mocno na rozwój indywidualny zawodnika oraz na taktykę, a do tego zadania mamy odpowiednich ludzi w sztabie szkoleniowym.
Jeśli chodzi o ostatnią cześć pytania, to cele zawsze stawiamy sobie wysokie i ambitne. Niemniej jednak są one podzielone na odpowiednie etapy. Pierwszym z nich jest jak najlepsze wykonanie każdej jednostki treningowej. Drugim zadaniem jest jak najlepiej zagrać w każdym meczu niezależnie czy jest to sparing, czy mecz ligowy. Walczymy o jak najwyższą lokatę na poziomie klasy okręgowej.
Pomówmy o kadrze zespołu. Ostatnio przeprowadziliście mecz testowy, na który zapraszaliście potencjalnych nowych zawodników. Jak poszło?
Jan Wan: Zorganizowaliśmy dwa mecze testowe. Jeden dla pierwszej drużyny, drugi dla nowo powstałych rezerw. W obu test meczach pojawiło się wiele nowych twarzy, a co cieszy, sporo młodzieży uczącej się. Daje nam to ogromny feedback, że jesteśmy atrakcyjnym klubem na mapie wśród zawodników. Czy są osoby, które się załapią? Myślę, że tak, ale ten zakres pracy należy do sztabu szkoleniowego.
Sporo dzieje się na boisku sportowym w Lutyni. Wygląda na to, że płyta będzie odpowiednio przygotowana do nowych wyzwań.
Jan Wan: Tak. Prace idą pełną parą. Od lat pieczę i koordynację działań pilnuje nasz niezastąpiony kierownik obiektu, jak i zespołu, Martin Rudzki. Możemy śmiało powiedzieć, że jest to nasz dyrektor techniczny, odpowiada również za nasze social media, kontakty z naszymi partnerami i nie tylko. Często z Piotrem mają szalone pomysły i je realizują.
Zawsze możemy liczyć na zaufane firmy. Nie możemy zapomnieć o gronie partnerów i sponsorów, bez których nie byłoby to możliwe.
Od kiedy jesteśmy w Lutyni, staramy się stworzyć naszym zawodnikom jak najlepsze warunki do gry w piłkę. Murawa na pewno jest głównym czynnikiem, który zapewnia chęć do gry. Dużo boisk jest usytuowanych na obrzeżach miejscowości, bądź jest wyłączona z dostępu do osób z zewnątrz.
Nasze boisko, śmiem twierdzić, jest najbardziej obciążonym boiskiem na Dolnym Śląsku. Jest to obiekt publiczny usytuowany w środku największej miejscowości w gminie i to przy szkole. Obecnie dwie drużyny będą rozgrywać tam spotkania, nie zapominając o młodzieżowym klubie UKS Gminy Miękinia. Tam zawsze jest dużo młodzieży i dzieci z rodzinami. Oczywiście bardzo się z tego cieszę, bo to właśnie świadczy o sercu miejscowości i utworzeniu tam strefy komfortu dla wszystkich mieszkańców. Niemniej prace, jakie są tam potrzebne, wymagają większych nakładów.
Wierzę w owocną współpracę z Gminą, gdzie wspólnie będziemy reprezentować sport na najwyższym poziomie.
Fot. DolStadion - stadiony i boiska Dolnego Śląska
Na co będą mogli liczyć kibice, którzy przyjdą na Wasze mecze?
Jan Wan: Znając Martina i Piotra, zapewne będzie się dużo działo. To, że mają pełno pomysłów, wiemy bardzo dobrze. Zbudowali bazę firm i foodtrucków, które zawsze bardzo chętnie pojawiają się na naszych festynach. Już w minionym sezonie mogliśmy liczyć na najwyższą frekwencję. Zainteresowanie drużyną jest coraz większe, a my od samego początku dbamy o naszych kibiców. Zapraszamy osoby z innych okolicznych miejscowości, chcąc stworzyć wielką sportową rodzinę. Nie zamykamy się tylko na Lutynię. Festyny, zabawy, dmuchańce, foodtracki, lody, gofry, wata cukrowa to już tradycja i ciężko będzie nam nawet z tego zrezygnować. Tym bardziej że osoby współpracujące z nami nie wyobrażają sobie weekendu bez meczów Piasta. Kierownik dba o to, aby na każdym meczu był inny foodtruck, aby za każdym razem nasi goście mogli spróbować czegoś nowego.
Ponadto konkursy na naszej stronie internetowej, gdzie jak już wcześniej wspomniałem, są cenne nagrody do wygrania. Wyróżnianie i nagradzanie młodzieży, która dokonała w naszej gminie spektakularnych osiągnięć, nie tylko sportowych. Planujemy wprowadzić konkursy podczas przerw meczowych.
Muszę tutaj wspomnieć o naszym dziale marketingu. Obecnie nad działaniami w klubie pracuje 8 osób. Są oni tak zaangażowani i zdeterminowani, że często wraz z Panią księgową musimy hamować ich zapędy. To prawdziwy skarb mieć takich ludzi wokół siebie, gdzie kreatywność ich została niejednokrotnie doceniona przez działaczy wyższych lig.
Fot. Echo Średzkie
Awans do okręgówki to nie wszystko. Zgłosiliście również drużynę rezerw do B Klasy. Do kogo przede wszystkim skierowany jest ten projekt i czy przy rosnących problemach kadrowych wielu zespołów ma on realne szanse, żeby się rozwinąć?
Jan Wan: Gdybyśmy nie wierzyli w sukces tego projektu, to na pewno byśmy w niego nie wchodzili. Wraz z Piotrem Turskim jesteśmy dość mocno doświadczonymi zawodnikami i obserwatorami lokalnej piłki. Niejednokrotnie widzieliśmy, że zakładanie drugiej drużyny kończy się fiaskiem. Wiemy, czego brakuje i postaramy się pójść swoją wybraną drogą. Czy to będzie ten kierunek? Obserwujcie nas. Projekt ten skierowany jest do kilku grup zawodników: do młodzieży, która chce się rozwijać i pracować w dobrych warunkach, do lokalnych zawodników, którzy nie znaleźli się w kadrze pierwszego zespołu, do zawodników, którzy nie zagrali w pierwszym zespole oraz do zawodników wracających po kontuzjach do pełni formy.
Lutynia to stale rozwijająca się miejscowość, w której co rok liczba ludności się zwiększa. Wśród "starych" mieszkańców czasem pojawiają się głosy, że zespołowi brakuje lokalnej tożsamości. Zgodzicie się z takim stwierdzeniem czy uważacie, że jest ono krzywdzące?
Jan Wan: Ludzie zawsze gadali, gadają i będą gadać. I bardzo dobrze. Bo to znaczy, że los klubu nie jest im obojętny, nawet jeśli racji by nie mieli. Owszem takie głosy do nas docierały. Odpowiedź była bardzo prosta. Do ostatniego meczu w A klasie w kadrze pierwszego zespołu było i regularnie trenowało 7 zawodników z Lutyni, bądź okolic. Chcielibyśmy ten stan rzeczy utrzymać. Liczymy, że potencjał zawodników będzie się rozwijał wraz z rozwojem sportowym klubu.
Posiadamy również ofertę poza piłkarską. W Piaście prężnie działa sekcja fitness, a rekordowe miesiące to ok. 130 Pań z karnetami na zajęcia. Średnia osób poza największym sezonem to 70 ćwiczących. Zajęcia 5 razy w tygodniu prowadzi nasza Pani instruktor, a prywatnie żona kierownika, Magdalena Rudzka. Ruszamy z nowym projektem - maratony fitness, o czym będziemy informować już niebawem. Powoli budujemy również sekcje biegowe.
Czego Wam życzyć, zarówno zarządowi, jak i trenerowi i piłkarzom?
Jan Wan: Piłkarzom zdrowia. Trenerowi grupy zdrowych i ambitnych osób do pracy. Zarządowi myślę, że chcielibyśmy zaprosić do współpracy kolejne osoby fizyczne i firmy, które chciałyby utożsamiać się z ambitną ścieżką rozwoju, jaką wyznaczył Piast Lutynia.
ph / echo
REKLAMA
REKLAMA